Strona główna

O szkole

Dla Rodzica

Dla Ucznia

Dla Nauczyciela

Nabór 2022/2023

RODO

BIP

Nauka zdalna

EPUAP

Szkoła Promująca Zdrowie

FB - Jubileusz

Wydarzenia

Skontaktuj się z nami

Publiczna Szkoła Podstawowa

z Oddziałami Integracyjnymi nr 7

im. Mikołaja Kopernika 

ul. Okulickiego 14
37-450 Stalowa Wola


+48 15 842 04 88

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


NIP: 8651427241
REGON: 000837465 
KRS: 0000145905

Nr konta szkoły

80 1020 4913 0000 9802 0117 6981
 Nr konta Rada Rodziców:

53 9430 0006 0000 1469 2000 0001

Nr konta (obiady, duplikaty):

80 1020 4913 0000 9802 0117 6981

Plan lekcji

E-dziennik

Logowanie Office

Logowanie do Chmury Microsoft Office (365):

http://portal.office.com

Mam problem z MS Teams (zobacz pomoc)

Zdjęcia

photo gallery

Otwórz menu

2020.03.14 monika niem.butrynWywiad z Panią Moniką Niemiec – Butryn absolwentką Publicznej Szkoły Podstawowej z Oddziałami Integracyjnymi nr 7 im. Mikołaja Kopernika w Stalowej Woli, obecnie pełniącą funkcję dyrektora Departamentu Gospodarki Wodnej i Żeglugi Śródlądowej Ministerstwa Infrastruktury w Warszawie

U.Sz.: W związku z obchodami 50 – lecia Publicznej Szkoły Podstawowej z Oddziałami Integracyjnymi nr 7 im. Mikołaja Kopernika w Stalowej Woli, chciałybyśmy zapytać, jak wspomina Pani lata nauki spędzone w naszej szkole?

M.N.B.: Bardzo miło. W tej szkole uczyła też moja Mama, więc nawet po skończeniu SP7 czasem w niej bywałam lub po prostu o niej słyszałam. Pamiętam pierwszy dzień w szkole… Przenieśliśmy się do Stalowej Woli, kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego; wszystko było dla mnie nowe, obce. Szkoła była duża i nie miałam żadnej koleżanki, z którą chodziłam do przedszkola, ale z czasem się zaaklimatyzowałam oraz nawiązałam nowe relacje. Moją pierwszą wychowawczynią była pani Barbara Kasza, żona ówczesnego dyrektora szkoły. Przez trzy lata siedziałam w pierwszej ławce z koleżanką Basią.

Potem moją wychowawczynią była pani Jolanta Gajewska-Wianecka. Miałam szczęście,
że akurat, gdy byłam w czwartej klasie, rozpoczęli pracę w szkole niezwykle zaangażowani nauczyciele, z którymi miałam lekcje: moja wychowawczyni uczyła mnie języka polskiego,
p. Teresa Glinianowicz - matematyki, p. Lidia Ołowiak - geografii, p. Monika Potocka-Witek - historii, p. Monika Mokrzyk - zajęć technicznych. Pamiętam też w szóstej klasie lekcje gotowania z p. Teresą Widomską, która wyczulała nas na to, co jemy i jak jemy. 

Nasza klasa była różnorodna, jeśli chodzi o uczniów, niektórzy byli bardzo dobrzy, inni potrzebowali wsparcia. Pomoc koleżeńska była praktykowana, chyba, nie tylko w naszej klasie. Słabszych uczniów sadzano w ławce z dobrymi uczniami. Również pamiętam,
że uczeń, który miał problem z nauką, miał zeszyt, gdzie zapisywałam zadania domowe,
więc Jego Rodzice mogli przypilnować, aby te zadania odrabiał. To był taki ówczesny wolontariat. Obecnie, chyba, taka forma pomocy nie przyjęłaby się, ale też i nie ma potrzeby, bo są dzienniki elektroniczne, toteż jeśli tylko nauczyciel chce, ma gdzie wpisać zadania domowe. 

Była też możliwość uczestniczenia w kółkach przedmiotowych. Na kółko polonistyczne,
z moją wychowawczynią, uczęszczałam od piątej klasy. Dzięki temu byłam dobrze przygotowana do olimpiady polonistycznej i w ósmej klasie zdobyłam tytuł laureata. Mojej wychowawczyni i polonistce zarazem zawdzięczam wrażliwość na kulturę języka. Pamiętam, jak wielokrotnie nas poprawiała, że lektur się nie przerabia, tylko omawia, a przerabia się sukienkę. Nauczyła mnie także interpunkcji, co w dzisiejszych czasach, stwierdzam, jest rzadką umiejętnością.

Ciepło wspominam również chemię. Zamiłowanie do niej wszczepiła mi moja Mama, która uczyła w SP7 i wspominam, jak przed etapem wojewódzkim przychodzili do nas, do domu uczniowie i razem robili zadania. Podobała mi się ta pasja starszych koleżanek i kolegów, dlatego i ja, gdy byłam w ósmej klasie, w olimpiadzie chemicznej wzięłam udział. Dzięki dobremu przygotowaniu na lekcjach i na kółku, również przez p. Krystynę Kamińską, byłam laureatką olimpiady chemicznej. 

W szkole były organizowane wycieczki krajoznawcze, także do zakładów pracy, dyskoteki. Lubiliśmy się też jako klasa. Koleżanki do mnie przychodziły przed lekcjami, gdy rozpoczynały się one o późniejszej porze i razem się uczyłyśmy, a potem szłyśmy do szkoły. 

Gdy uczęszczałam do SP7, uczyło się w niej ponad 2000 uczniów. Jednymi schodami się wchodziło, innymi schodziło. Przy klasach mieliśmy szafki, gdzie w każdej kilka osób zostawiało swoje okrycia wierzchnie. Nosiliśmy fartuchy i tarcze. 

SP7 była dużą szkołą i miała dobry poziom kształcenia, więc gdy dostałam się do LO, do klasy biologiczno-chemicznej z językiem angielskim, to w klasie na czterdzieści osób, ponad dziesięciu uczniów było z SP7, w tym czworo kolegów i ja z jednej klasy, zatem w LO było nam raźniej.

J.G.W: Ciekawi nas też bardzo, w jaki sposób rodowita stalowowolanka  znalazła się
w Gdyni i dlaczego wybrała Pani Akademię Morską?

M.N.B.: Trudno znaleźć jeden powód. To był rezultat wielu czynników. Gdy miałam dziewiętnaście lat zapragnęłam zmiany, czegoś niestandardowego. Chodziłam w LO do klasy biologiczno- chemicznej, w której ponad dwadzieścioro uczniów chciało studiować medycynę. Wielu było dziećmi lekarzy, więc medycyna była dla nich pewną tradycją rodzinną. Ja nie czułam powołania. Poza tym miałam w szkole tak rozbudowaną biologię
i fizykę (teorię, a mało praktycznego spojrzenia), że się zwyczajnie do nich zniechęciłam. 
Bardzo lubiłam matematykę i języki obce. Myślałam o ekonomii w Krakowie, byłam na dniu otwartym w SGH w Warszawie, ale jednak chciałam czegoś oryginalnego. Wpadł mi w ręce informator, gdzie była wymieniona Wyższa Szkoła Morska w Gdyni i specjalność: organizacja obrotu portowo-morskiego, czyli taki handel morski, pomyślałam. Była też informacja,
że absolwenci WSM nie mają problemów z pracą po studiach, co w tamtych czasach,
czyli w latach 90-tych, było niezwykle ważne.

Był jeszcze jeden ważny dla mnie powód, zdrowotny, od ósmego roku życia męczył mnie alergiczny katar. Nad morzem czułam się o wiele lepiej. Tak więc te i inne powody zdecydowały, że złożyłam dokumenty na studia, na Wydziale Administracyjnym WSM. Marzył mi się Wydział Nawigacyjny, ale wtedy dziewczyn na nawigację w Gdyni nie przyjmowano.

U.Sz.: Obecnie sprawuje Pani funkcję dyrektora Departamentu Gospodarki Wodnej
i Żeglugi Śródlądowej Ministerstwa Infrastruktury w Warszawie. To imponujące móc pracować w takim miejscu. Czy zdradzi nam Pani, jak do tego doszło?

M.N.B.: To też było wypadkową wielu czynników. Gdy skończyłam studia w WSM (obecnie Uniwersytet Morski w Gdyni), pod koniec lat 90-tych polska gospodarka morska przeżywała kryzys i straciłam do niej wtedy serce, ale w trakcie studiów nauczyłam się też języków obcych: angielskiego, niemieckiego i trochę hiszpańskiego. Po trzecim roku wzięłam urlop dziekański i wyjechałam na rok do Londynu, gdzie chodziłam do szkoły. Po dziewięciu miesiącach pobytu zdałam egzaminy Cambridge: First Certificate in English oraz Certificate in Advanced English i wróciłam do Gdyni na czwarty rok. 

Ponadto przez kilka wakacji pracowałam w Niemczech, zatem język niemiecki znałam
na poziomie komunikatywnym. Teraz patrząc na własne dzieci, widzę, jak łatwo można się dobrze nauczyć języków dzięki internetowi czy dostępnym aplikacjom i konwersować
z obcokrajowcami przez komunikatory, ale ja dzięki wyjazdom lepiej poznałam ludzi
i kulturę. Mam cudowne wspomnienia oraz znajomych z tamtych czasów.

Po skończeniu studiów, właśnie dzięki dobrej znajomości języków obcych, rozpoczęłam pracę w Departamencie Współpracy Międzynarodowej w Urzędzie Marszałkowskim
w Rzeszowie. Praca była ciekawa, ale po dwóch latach zatęskniłam za morskimi tematami
i udało mi się znaleźć ofertę pracy do Departamentu Transportu Morskiego Ministerstwa Infrastruktury. Ku mojej wielkiej radości przeszłam pozytywnie rekrutację i zaproponowano mi pracę. Miałam trzy tygodnie na spakowanie i zorganizowanie się w Warszawie. Tu,
na początku, pomogli mi znajomi ze Stalowej Woli, nota bene kolega, z którym chodziłam osiem lat do SP 7, a potem cztery lata do LO i Jego Żona, z którą mieszkałyśmy na osiedlu. Chwilę mieszkałam u Nich, a potem już się zorganizowałam, ale to Ich wsparcie i życzliwość na początku było dla mnie bardzo pomocne.

I tak, już prawie dwadzieścia lat pracuję w ministerstwach, bo różnie się nazywały przez
te lata, ale do 2016 roku zajmowałam się głównie transportem morskim, pracując po kolei na wszystkich stanowiskach: od starszego specjalisty, przez naczelnika wydziału do zastępcy dyrektora w 2011 r. i właśnie od tego roku jestem także odpowiedzialna za żeglugę śródlądową. W roku 2016 zostałam powołana na stanowisko Dyrektora Departamentu Żeglugi Śródlądowej, a po dołączeniu gospodarki wodnej w 2018 roku zostałam powołana na stanowisko dyrektora Departamentu Gospodarki Wodnej i Żeglugi Śródlądowej.

J.G.W.: Czy ma Pani swoją receptę na osiągnięcie tak dużego sukcesu w nauce i pracy?

  1. N.B.: Jak wcześniej wspominałam, moje życie jest wypadkową wielu czynników.  Często był to korzystny zbieg okoliczności, ale też muszę przyznać, że jednak zawsze staram się być wytrwała, pracowita, systematyczna i łatwo się nie zniechęcam. Gdy mieszkałam
    na Pomorzu, niektórzy sobie żartowali, że widać, że jestem ze Stalowej Woli, bo mam stalową wolę i jak sobie coś postanowię, to potrafię do tego doprowadzić. Oczywiście, nie jest tak ze wszystkim, aż tak silnej woli nie mam, niestety…
    Jestem otwarta na ludzi. Mieszkając w różnych miejscach, musiałam się dostosowywać
    do zmieniającego się otoczenia, okoliczności, nowych ludzi, poznawałam ich zwyczaje, zainteresowania

U.Sz.: Jaką zasadą powinien kierować się absolwent „Siódemki”, by móc spełnić swoje plany i marzenia?

Rozwijać swoje pasje. Podejmować wyzwania. Mieć cel i do niego dążyć. Szanować ludzi
i ich poglądy. 

J.G.W.: Patrząc z perspektywy czasu, „Siódemka” dała Pani…

M.N.B.: Pewność siebie (często występowałam na apelach, przez wiele lat byłam przewodniczącą klasy), tolerancję (byłam rzecznikiem praw ucznia, angażowałam się
w pomoc uczniowską słabszym kolegom), możliwość rozwijania zainteresowań i dobry zasób wiedzy. Bardzo za to wszystko dziękuję. 

Z okazji pięknego Jubileuszu życzę nauczycielom i uczniom wielu sukcesów. Janusz Korczak powiedział: ,,Dzieci rodzą się ze skrzydłami. Nauczyciele pomagają im je rozwinąć.” Życzę, aby to było miejsce ,,rozwijania skrzydeł ".

U.Sz.: Serdecznie dziękujemy Pani za poświęcony czas i udzielenie wywiadu.

 

Wywiad przeprowadziły: Urszula Szkutnik, Jolanta Gajewska - Wianecka

Co nowego w szkole?